fishingexplorers.com

Łosoś na muchę

Porady praktyka

Wcześniej czy później każdy, kto wędkuje metodą muchową, styka się z tematem połowu troci i łososi. Część wędkarzy nie podejmuje wyzwania uznając, że w naszych warunkach i przy naszej liczebności tych ryb jest to gra „nie warta świeczki”. Niektórzy jednak próbują. Ja znalazłem się w tej drugiej grupie i zaczęła we mnie kiełkować myśl, żeby jednak spróbować - tym bardziej że moją wyobraźnię rozpalały zdjęcia pięknych, srebrnych ryb łowionych w niepowtarzalnej scenerii.

Wędkarstwo

Trudne początki

Rozpocząłem więc gromadzenie informacji o tym gdzie, jak, kiedy i na co. W dzisiejszych czasach, ze względu na internet i ogrom zmagazynowanych tam danych, jest to łatwiejsze i trudniejsze zarazem. Bo jak odseparować to, co nam się przyda, od tego, co będzie zupełnie zbędne - nie posiadając na starcie żadnego doświadczeni i praktyki? Idąc w myśl zasady „koniec języka za przewodnika” rozpytywałem wszystkich kolegów, czy ktoś sam nie ma jakiegoś doświadczenia lub nie zna kogoś takiego, kto miałby…

Wreszcie powiodło się - poznałem kolegę, który miał już na koncie kilka pięknych ryb i wiedzę, która pomogło mi wystartować. Kolega ów był na moje szczęście chętny do podzielenia się tą wiedzą, za co jestem mu dziś bardzo wdzięczny. Pozwoliło mi to zaoszczędzić naprawdę wiele czasu. Dzisiaj mam już w dorobku sporo troci i łososi, mogę się więc odwdzięczyć losowi pomagając innym wędkarzom. Jeśli chcecie zapoznać się z moimi sekretami – zapraszam do dalszej lektury!

Wędkarstwo

Sprzęt zależy od łowiska

Ze względu na charakter łowisk, technikę wędkowania, a także rozmiary oraz waleczność troci i łososi, konieczne jest zastosowanie wędzisk dwuręcznych. Oczywiście takich nie miałem i tu pomoc doświadczonego kolegi była bezcenna - pomogła mi wybrać odpowiedni sprzęt. Dlaczego wybór sprzętu jest taki istotny? Bo musi on być odpowiedni do łowiska w którym będziemy wędkować, więc zanim zaczniemy wydawać pieniądze musimy zastanowić się, gdzie chcemy zacząć swoją przygodę.

Jak wspominałem pogłowie tych ryb w naszych rzekach jest żenująco niskie i należy się zastanowić, czy warto w ogóle tracić czas na uganianie się za nami w kraju. O ile jeszcze mieszkamy nad którąś z łososiowych rzek (zlokalizowanych głównie na Pomorzu), można to rozwiązanie od biedy wziąć pod uwagę. Ale jeśli mieszka się w znacznej odległości - w mojej ocenie nie ma to sensu, chyba, że dysponujemy nieograniczoną ilością wolnego czasu i dużą górką pieniędzy.

Zostają więc łowiska zagraniczne. Ale które? To zależy w dużej mierze od tego, jakie kryteria wyboru zastosujemy. Na przykład: czy chcemy łowić srebrne ryby wstępujące, czy może ryby wiosenne schodzące bądź ewentualnie jesienne? To zdeterminuje nam sposób wędkowania, rodzaj używanych przynęt itd. Do tego pod uwagę musimy wziąć czas, jaki chcemy na to zajęcie poświęcić i środki, jakie możemy na to przeznaczyć. Dopiero uczciwa odpowiedź na te pytania pozwoli nam wybrać cel naszej wędkarskiej wyprawy.

Raj jest po drugiej stronie Bałtyku

Ja na pierwszą swoją wyprawę wybrałem rzekę Mörrum zlokalizowaną w południowej Szwecji oraz termin wrześniowy, który gwarantuje (przynajmniej w teorii), że w łowisku będą ryby. Nie był to jednak jak się okazało najlepszy wybór, bo złowienie jesiennej ryby okazuje się trudne nawet dla doświadczonego muszkarza, nie wspominając już o takim żółtodziobie jakim ja byłem wtedy! Dla tego ze względu na brak doświadczenia, niezbędnego do łowienia jesienią, dziś początkującym nie poleciłbym tego typu rozwiązania. Przez tydzień łowienia na Mörrum nie miałem ani jednego kontaktu z trocią czy łososiem, mimo, iż złowionych na rzece widziałem wiele. Polecam zaś stanowczo samą rzekę, w której zakochałem się od pierwszego wejrzenia.

A więc dla osób rozpoczynających swoja przygodę z łososiowatymi Mörrum w terminie wiosennym to najlepszy kierunek i czas. Dlaczego? Bo kombinacja wszystkich czynników jest optymalna! Po pierwsze liczba ryb w rzece jest na wiosnę największa i do tego są one stosunkowo aktywne. Szansa na kontakt z nimi jest duża. Po drugie Mörrum, jak na łowiska zagraniczne, jest położona stosunkowo blisko i cena, choć też nie najniższa, wydaje się być dla wielu wędkarzy „do przełknięcia”. Po trzecie Mörrum jest rzeką obfitującą w egzemplarze okazowe – prawie zawsze jest nadzieja na branie ryby rekordowej, a przynajmniej metrowej. Po czwarte wreszcie Mörrum to jedna z rzek legendarnych, nad którą zjeżdżają się pasjonaci ryb z płetwą tłuszczową z całej Europy. Warto ich poznać i wymienić się doświadczeniami, zaprzyjaźnić. Atmosfera panująca w samym miasteczku Mörrum przesycona jest wędkarskimi emocjami - wszędzie widać grupki wędkarzy w woderach żywo dyskutujących o tym, co ich spotkało nad wodą i wymieniających się spostrzeżeniami. A widok kogoś, kto w woderach siedzi w restauracji i je obiad, nie robi na nikim wrażenia.

W trafności mojego wyboru utwierdziły mnie rezultaty z pierwszego wiosennego wypadu: osiem dni wędkowania, siedem ryb. Od kilku lat wyjeżdżam więc nad Mörrum wiosną, a także jesienią (już teraz wiem, jak łowić jesienne ryby) i zawsze wracam z miłymi wspomnieniami oraz zdjęciami kolejnych pięknych ryb w mojej „komórce”.

Wędkarstwo

Uczmy się już przed pierwszym wyjazdem

Zanim jednak dojedziemy nad Mörrum, sprzęt który po wysłuchaniu rad życzliwych kolegów nabyliśmy (a mam na myśli odpowiednią wędkę, kołowrotek i komplet niezbędnych linek, tipów itd.) zabierzmy nad płynącą wodę i potrenujmy techniki rzutów. Nie ma bowiem nic gorszego, niż nauka na miejscu, gdy dookoła skaczą ryby. Opanowanie technik rzutów dwuręczną muchówką zaoszczędzi nam wiele nerwów i pozwoli komfortowo łowić w każdych okolicznościach. Nie jest to może najłatwiejsze, ale dla chcącego nic trudnego.

Jeżeli mamy możliwość - poprośmy kogoś, kto potrafi to robić, unikniemy w ten sposób wielu błędów, które potem trudno wyrugować. Jeżeli nie mamy wprawnego rzutowo przyjaciela, dobrze jest poświęcić parę groszy i wynająć instruktora na dzień, dwa, a nawet kilka dosłownie godzin, aby złapać podstawy (pomocne są też filmy instruktażowe, ale z drugiej strony ważne jest, aby ktoś korygował nasze błędy). A później już tylko trening, trening, trening…

Prezentacja przynęt

Niezależnie od tego, czy będziemy łowić wiosną, latem czy jesienią, większość czasu będziemy stosować mokrą muchę. Pozwólcie, że pominę tu łowienie majowych czy czerwcowych srebrniaków (łowi się je podobnie jak ryby wiosenne czy wrześniowe), ale jest to najtrudniejszy (choć dający niewątpliwie najwięcej satysfakcji) element tej muchowej układanki. Mówiąc krótko: jest to zabawa zarezerwowana raczej dla miejscowych, którzy są na bieżąco z rzeką i tym, co się w niej dzieje. Prawdopodobieństwo, że podczas naszego kilkudniowego urlopu trafimy na (z reguły niewielki) ciąg świeżych ryb, jest małe, choć statystycznie jesteśmy w stanie wytypować potencjalnie tygodnie, w których, przy sprzyjających okolicznościach (poziom wody, temperatura) nasze szanse na złowienie srebrniaka znacznie wzrosną.

Wracając jednak do metody mokrej muchy, potrzebny będzie nam zestaw linek z tonącymi końcówkami, a także kilka linek tonących na wszelki wypadek. Wybór odpowiedniej linki zależy od przepływu i poziomu wody oraz jej temperatury. Obowiązuje generalna zasada: im woda wyższa i zimniejsza, tym linki bardziej tonące i odwrotnie. Możemy mieć też kombinacje wody wysokiej i ciepłej albo niskiej i zimnej - takie też mi się zdarzały - wtedy trzeba kombinować i próbować różnych rozwiązań.

Prezentację naszej mokrej muchy możemy przeprowadzić na różne sposoby i pewnie każdy ma tu jakieś swoje indywidualne spostrzeżenia. Można jednak wyróżnić generalną zasadę która odpowiada za dużą liczbę kontaktów z rybami: zimna woda - prowadzimy głęboko i wolno, woda cieplejsza - prowadzimy płycej i niekoniecznie wolno (choć też różnie bywa). Martwy dryf muchy możemy wzbogacić o różnego rodzaju zabiegi, jak ściąganie linki, praca wędziskiem, nadrzucanie liki w dół lub w górę rzeki. Dla prezentacji muchy istotne jest, pod jakim kątem w stosunku do nurtu rzeki rzucam. Mogą być rzuty bardziej skośne (45–30 stopni), mogą bardziej prostopadłe (90 stopni). Jest to dość istotny czynnik, gdyż w połączeniu z zastosowaną linką i muchą decyduje, na jakiej głębokości przepływa nasza przynęta i jak długo jej dryf jest efektywny. Ja z reguły preferuję rzuty pomiędzy 45 a 90 stopni do nurtu i w większości przypadków taka prezentacja się sprawdza.

Moje łososiowe muchy

W zależności od tego, czy będziemy łowić wiosną czy jesienią, stosować można odmienne muchy - różniące się wielkością, ciężarem, konstrukcją i kolorami. Internet jest pełen wzorów much łososiowych i trociowych (również używanych na Mörrum), nie będę więc się rozpisywał i podam ogólne zasady, którymi ja kieruję się przy ich doborze.

Generalnie ważne są dla mnie rozmiar i ciężar muchy, następnie kontrast użytych kolorów do wykonania much, potem kontrast tych kolorów na tle nieba (chodzi mi warunki oświetleniowe - czy mamy słoneczny dzień czy pochmurny), na końcu dostosowanie tych kolorów do rodzaju wody. Różne rzeki mają różny kolor wody i różne kolory się tam sprawdzają bądź nie. Wybierając muchę nie możemy też zapominać, czy woda jest „trącona” czy przejrzysta.

Wędkarstwo

Wiosną stosuję muchy raczej większe i cięższe ze względu na warunki panujące w rzece, podwyższony poziom wody i niską temperaturę. Nie idę jednak w skrajności i stosuję muchy w rozmiarze między 5-9 cm - taka mucha jest wystarczająco widoczna dla ryby, a ilość materiału użytego do jej wykonania jest na poziomie umożliwiającym jej w miarę sprawne zatopienie. O tej porze roku wolę raczej jasne kolory: pomarańczowy czy żółty (przy temperaturze wody w granicach 4 stopni Celsjusza i zimniejszej). Gdy woda ma powyżej 4 stopni - rozszerzam paletę kolorów o odcienie oliwki i brązu, a także czarny, na który ryby łowiłem już przy temperaturze wody od 2 do 18 stopni. To moim zdaniem najbardziej uniwersalny kolor.

Jeśli woda jest nieco „trącona”, warto poeksperymentować też z kolorami fluo przełamanymi czernią. Zauważyłem, że w dni słoneczne lepiej sprawdzają się muchy jasne ze złotymi akcentami, zaś w dni pochmurne ciemne ze srebrnymi.

Jesienią stosuję muchy w rozmiarze 2-5 cm, głównie czarne z akcentami w różnych kolorach, takich, jak: pomarańcz, czerwień, oliwka, brąz. Konstrukcje raczej lekkie z małą ilością materiału. Pozostałe zasady doboru much są takie same, jak wiosną. Najważniejsze jest jednak to, aby wierzyć w dokonany przez siebie wybór i wędkować z przekonaniem, że przyniesie on nam sukces. Jak się przekonacie zapewne z upływem lat (jeśli faktycznie zarazicie się łowieniem łososi na muchę, czego jestem niemal pewien), wiara jest najważniejszym czynnikiem sukcesu u łososiowego muszkarza.

Jak czytać rzekę?

Co do miejsc, w jakich ryby ustawiają się w Mörrum, to poczyniłem obserwację, że zatrzymują się one w każdym dogodnym dla nich miejscu - niezależnie od pory roku. Z tym jednak zastrzeżeniem, że te o lepszej kondycji wolą miejsca z szybszą wodą, a te słabsze z wolniejszą. Niezależnie więc, czy to jesień czy wiosna, ryby stoją zawsze w tych samych miejscach.

Jak już zdecydujemy jakim zestawem łowimy i jaką muchę założymy (co oczywiście będzie pochodną miejsca jakie wybierzemy na rzece) i damy sobie szansę na branie posyłając przynętę do wody, będziemy musieli wykazać się dużą cierpliwością. Doświadczenie moje i moich znajomych pokazuje, że średnia ryb złowionych to jedna sztuka dziennie i jest to naprawdę dobry wynik. Ale uwierzcie mi: warto czekać, warto się starać!

Jak już odpracujemy swoje i zanotujemy upragnione branie, objawiające się albo wyraźnym pociągnięciem albo uczuciem podobnym do zaczepu na czymś miękkim, ważne jest, byśmy nie zacinali od razu, lecz po krótkiej chwili podnieśli energicznie (acz spokojne) kij do góry. Powtórzę: nie zacinamy! Walka z rybą powinna być zdecydowana, co umożliwi nam jej uwolnienie w stosunkowo dobrej kondycji. Lecz oczywiście nie holujemy też „na siłę”, istotne jest, żeby nie ciągnąć ryby (szczególnie dużej) w górne partie wody. To znacząco ograniczy nasze szanse na udany hol i pamiątkowe zdjęcie z uczciwie wypracowanym trofeum. Absolutnie nie warto ryzykować i narażać się na porażkę po długich godzinach oczekiwania na branie.

A więc reasumując: zaczynamy wiosną, dobrym wyborem jest szwedzka Mörrum, a sprzęt dopasujmy do charakteru tej rzeki. Szukamy też doradcy, który pomoże nam pokonać piętrzące się na starcie trudności. Potem, jeśli złapiemy bakcyla, możemy próbować rozwijać naszą pasje i ścigać srebrne ryby w maju czy czerwcu!

Autor reportażu: Adam Kaliński