fishingexplorers.com

Lodowe szczupaki

Wczesna wiosna w szwedzkich szkierach

Jakoś na początku stycznia jeden z moich znajomych rzucił pomysł wyjazdu do Szwecji na ryby. Przyznam, że byłem trochę zdziwiony, ponieważ Janusz, bo o nim mowa, nie jest wędkarzem. Z tego co wiem, jedyna przygoda z rybami w jego wykonaniu miała miejsce kilka lat wcześniej na wspólnym rodzinnym wypadzie do Norwegii. Mówiąc szczerze, tym bardziej spodobał mi się jego pomysł. Miałem nadzieję, na "zarażenie" kolegi, jedynym słusznym hobby. Szybko ustaliliśmy, że wyskoczymy w drugiej połowie kwietnia. Wybór padł na szkiery Gryt, a więc pewną i sprawdzoną wodę. W ciągu 2 tygodni wszystko było już ustalone, ekipa zebrana, a nam pozostało tylko odliczać ponure zimowe dni.

Niemiła niespodzianka: arktyczne mrozy na początku kwietnia!

Ustalając szczegóły wiosennego wypadu na ryby nawet przez chwilę nie myślałem, że do ostatniej chwili będziemy zastanawiać się, czy da sie wypłynąć na łowisko z powodu pokrywy lodowej. Zazwyczaj na szkierach szczupaki z łódek łowi się już w drugiej połowie marca lub najpóźniej na początku kwietnia. Tak naprawdę zaczeliśmy się niepokoić, jak po marcowym ociepleniu, na poczatku kwietnia przyszły blisko 20-stopniowe mrozy. Jeziora i szkiery w Szwecji jeszcze kilka dni przed naszym przyjazdem pokryte były mniej lub bardziej grubą taflą lodu. Był moment, że chcieliśmy rezygnować, przekładać prom na jesień... Na szczęście obowiązki służbowe nie pozwoliły na ten ruch. Mniej więcej cztery dni przed planowanym przyjazdem właściciel ośrodka zadzwonił i powiedział, że lód przy przystani odpuścił, a on zwodował dla nas łódź. Twierdził, że do naszego przybycia lód zejdzie ze wszystkich zatok. Temperatury w okolicach 10 stopni Celsjusza na plusie nie dawały jednak takiej pewności. Klamka zapadła, nie było już odwrotu. Wyruszyliśmy z myślą, że możemy mieć wyjazd „na zero” i że każde branie w takich warunkach będzie na pewno na wagę złota. Nigdy wcześniej nie wędkowałem tuż po zejściu lodu w wodzie, która mogła mieć mniej niż 5 stopni ciepła.

Wędkarstwo
Trudny początek, ale z optymistycznymi akcentami

Wędkowanie rozpoczeliśmy 21.04 po południu. Nasza ekipa liczyła 6 osób. Ja z Januszem i Grześkiem na jednej łódce oraz troje znajomych ze swoją, potężną, 60-konną jednostką. Pierwsze popołudnie było dokładnie takie, jakiego można było się spodziewać. Na mojej łodzi jeden szczupaczek i może ze trzy rachityczne "niby-brania". Szczupaki były w zimowym letargu. Wróciliśmy jednak do domków w niezłym humorze, wszak pobyt w Grycie miał być wypoczynkiem, a pogoda sprawiła, że na wędkarskie eldorado nie było sensu się nastawiać. Miły wieczór stał się jeszcze milszy po powrocie drugiej łódki. Okazało się, że chłopaki złowili siedem szczupaków! Jak na te warunku, wynik był godny odnotowania i wlewał w nasze serca nadzieję.

Wędkarstwo

Następnego dnia byliśmy na wodzie tuż po ósmej rano. Ryb szukaliśmy na płytkiej wodzie w strefie przybrzeżnej. W poszukiwaniu szczupaków dopłynęliśmy nawet na sprawdzone łowiska zatoki Valdemarsvik. Dzień skończyliśmy zaledwie z kilkoma szczupakami. Ryby były całkiem przyzwoitej wielkości. Niestety brań było jak na lekarstwo. Znaleźliśmy nawet kilka zatoczek, na których na wodzie zalegał kilkucentymetrowy lód!

Wędkarstwo

Koledzy z drugiej łodzi rozdzielili się od nas jakoś w połowie dnia, ale bilans do tego czasu mieli bardzo podobny. Tym bardziej byliśmy zdziwieni wieczorem, kiedy na pytanie "jak brały", Zbyszek odpowiedział:


- Świetnie!
- To znaczy? Ile szczupaków udało Wam się złowić?
- No, jakoś ponad 40...


Oczywiście na początku potraktowaliśmy to jako niezły żart. Załoga Zbyszka na potwierdzenie miała jednak zdjęcia. Na domiar wszystkiego okazało się, że większość ryb złowili w miejscach, w których my też tego dnia próbowaliśmy. Wnioski były więc słodko-gorzkie: ryby są i chcą jeść, ale my poprostu nie potrafimy łowić.

Wędkarstwo
Wytrwałość popłaca

Trzeciego dnia rano w bojowym nastroju wyruszyliśmy na wody archipelagu. Poprzedni wieczór i ostre lanie od załogi "Bustera" poszło w zapomnienie. Niepowodzenie naszej ekipy zrzuciliśmy na mniejszą i słabszą łódkę (nie było już mowy o jakimkolwiek braku umiejętności). Pełni wiary znów zaczęliśmy obławiać płytkie zatoki. Nawet Janusz, rzucał bez opamiętania. Oczywiście balonik po kilku godzinach znów pękł. Dzień mijał na walce z bardzo silnym, zimnym wiatrem i szukaniu zacisznych miejsc. Do godziny 17.00 mieliśmy na łódce kilka ciężko wypracowanych szczupaków. Wieści z drugiej jednostki też były mało optymistyczne, ot kilka średnich ryb i parę niezaciętych brań.

Wędkarstwo

Kierując się w stronę ośrodka postanowiliśmy odwiedzić jeszcze jedną zatokę, która do tej pory jakoś nas nie zainteresowała. Wpłynęliśmy w nią jakoś po piątej. Woda miała około 80 cm głębokości i była potwornie zmącona. Przypominała bardziej poranną kawę z mlekiem, niż czysty szwedzki szkier. Szczerze mówiąc, ja i Grzesiek byliśmy zmęczeni i zrezygnowani. Janusz po prostu spał na dziobie. Wyłączyłem silnik, poprosiłem o wpuszczenie kotwicy i z myślą "jeszcze 20 minut i spadamy" wykonałem pierwszy rzut...

Wędkarstwo

Pół godziny później cała nasza trójka miała już po kilka wyjętych, sporych szczupaków i co najmniej drugie tyle brań. Emocje sięgały zenitu, gdyż szczupaki atakowały każdą wrzuconą do wody przynętę. Janusz, który kilka godzin wcześniej zaliczył dopiero pierwszego w życiu szczupaka, a później spał na dziobie łódki, teraz rzucał jak szalony i holował rybę za rybą. Ciężko było uwierzyć w to co się dzieje. Intensywne brania trwały jakieś półtorej godziny. Udało się nam wyholować 23 szczupaki, a dwa razy tyle ryb spadło. Coś takiego nigdy wcześniej mnie nie spotkało, chodzi mi tu szczególnie o długość żerowania. Te niecałe dwie godziny wynagrodziły wszystko. Wiatr, zimno, tysiące rzutów, brak brań... teraz już o tym nie pamiętaliśmy. Do tego nasze małe zawody na ilość złowionych ryb wygrał Janusz. Co najważniejsze, były to pierwsze esoksy w jego życiu. Szansa, że zarazi się wędkarstwem, dzięki zatoczce "ostatniej szansy" znacznie wzrosła.

Wędkarstwo
Szczupakowe eldorado

Następne trzy dni łowienia były po prostu genialne. Okazało się, że podobnych zatok jest przynajmniej kilka. Wiedzieliśmy już, jakiej wody mamy szukać i na efekty nie trzeba było długo czekać. Wystarczyło wytypować na mapie kilka potencjalnie ciekawych miejsc, popłynąć tam i wytrwale wędkować. Mocno ułatwiły nam sprawę nowe GPS-y (z dokładnymi mapami), w które od tego sezonu właściciel ośrodka w Grycie wyposażył swoje łódki. Zatoki, w których wędkowaliśmy, były wprost pełne szczupaków. Woda była mniej zmącona niż w miejscówce z trzeciego dnia pobytu, więc dokładnie było widać co w niej pływa. Szczupaki uciekały przed dziobem naszej łódki, odprowadzały przynęty czy po prostu pływały wokół zakotwiczonej jednostki! Nawet, jak przez dłuższy okres nie było brań, byliśmy pewni, że wybieramy dobre miejsca. Ryb w zatokach były tysiące i było je widać jak w akwarium, bajka! Jak tylko zaczynało się żerowanie praktycznie w każdym rzucie był kontakt ze szczupakiem. W wodzie lądowały gumy, dżerki, łowiliśmy też na muchę. Wszystko działało i prowokowało ryby do brania. Z kolei w okresach braku żerowania nie działa żadna przynęta, a esoksy pozwalały tylko obserwować się na płytkiej wodzie.

Wędkarstwo
Czas podsumowań

Bez dwóch zdań, nasza wycieczka okazała się „strzałem w dziesiątkę”. Oprócz dużej ilości łowionych ryb plusem była również ich średnia wielkość - około 70 cm. Padło kilka sztuk ponad 90 cm i sporo takich 80+. Większość szczupaków była jeszcze przed tarłem, na co wskazywały bardzo grube brzuchy. Niestety, ze względu na temperaturę wody, walki w holu nie przypominały tych czerwcowych czy letnich, ale i tak nie mogliśmy narzekać. Największego szczupaka wyjazdu, 101 cm, złowił Grzesiek. Jemu udało się również przechytrzyć ładną trotkę. Było w tym trochę wędkarskiego szczęścia. Srebrna torpeda dostarczyła jednak nie mniej emocji, niż metrowy szczupak.

Wędkarstwo

Tak jak pisałem na początku, przed wyjazdem każdy z nas w ciemno brał wynik na poziomie kilku ryb przez tydzień. Rzeczywistość tym razem miło nas zaskoczyła. W sumie na dwie łódki udało się złowić około 280 szczupaków i to w niecałe 6 dni! Myślę, że przynajmniej drugie tyle szczupaków spadło podczas holu. Samych brań było również bardzo dużo. Reasumując, wyjazd z którego z powodu zimowej aury chcieliśmy zrezygnować, okazał się jednym z najbardziej owocnych w historii naszych szczupakowych wypadów.

Tomasz Wieczorek

Wędkarstwo
Wędkarstwo
Wędkarstwo
Wędkarstwo
Wędkarstwo
Wędkarstwo
Wędkarstwo
Wędkarstwo
Wędkarstwo
Wędkarstwo
Wędkarstwo
Wędkarstwo
Wędkarstwo
Wędkarstwo
Wędkarstwo
Wędkarstwo